Artykuły
Polak rzucać potrafi
28 sierpnia 2008, Karbowski Miłosz
Na igrzyskach w Pekinie biliśmy się jak księżniczki, słabo pływaliśmy (chyba że uzbrojeni w wiosła) i wolno biegaliśmy. Coś jednak robimy po mistrzowsku – rzucamy, i to nie tylko nudne partnerki. Dwaj dosłownie wielcy faceci stali się wielkimi w przenośni. Honor polskiej lekkoatletyki i całej reprezentacji obronili wyluzowani goście: kulomiot Tomasz Majewski i dyskobol Piotr Małachowski.Wino, kobiety i śpiew to dla obu olbrzymów temat nieobcy. Jak mówi mistrz olimpijski Majewski „sport jest fajny, ale nie może przesłaniać wszystkiego”. Srebrny medalista Małachowski przed finałem dysku trochę się denerwował i nie spał najlepiej. Jednak wstał z łóżka prawą nogą, bo śniły mu się panienki…
- Co niby się stało, skrzydła mi urosły? – mówił po zdobyciu złota Majewski. - Wziąłem kulę do ręki, wszedłem lewą nogą, walnąłem górą i wyszło. Jak zobaczyłem na półmetku, że towarzystwu dalej nie idzie, no to mówię sobie bierz się do roboty!
Skąd się biorą mistrzowie? Majewski, obywatel świata, urodził się w Nasielsku, a mieszka we wsi Słończewo w powiecie Pułtuskim. Liczba ludności – 190. To nawet mniej niż centymetrów mierzy Tomasz. Wyrósł jak koszykarz – 206 centymetrów od ziemi.
Jeszcze przed igrzyskami, Majewski udzielił wywiadu dla „Dziennika”. Tam odkrył tajemnicę swojego sukcesu i w ogóle stylu życia kulomiotów. Najważniejszy jest „złoty środek”.
„Po zawodach się spotykamy, idziemy na piwo, bawimy się. Nie jesteśmy sprinterami. Nam alkohol nie przeszkadza w utrzymaniu formy. To nie jest tak jak w biegach, gdzie boisz się wypić jedno piwo, bo następnego dnia na zawodach będziesz mieć problem. Nie musimy jeść jajek ani pochłaniać kilogramów odżywek jak kulturyści. Nie musimy codziennie rano wstawać i robić przysiadów w pidżamie. Takie poświęcanie się dla swojej dyscypliny to paranoja. Chcę trenować, ale i robić to, na co mam ochotę, żyć jak normalny człowiek. Wahania formy spowodowane wieczornym wypadem do baru są minimalne. Swoje i tak rzucisz. Ascetą nie jestem. Gdybym miał przez cały czas tylko trenować, to bym nie wytrzymał” – mówił „Dziennikowi” późniejszy mistrz z Pekinu.
Dlatego też lubi czasem wtrąbić kebaba lub pizzę. Jego organizm może przyjąć praktycznie wszystko, poza… środkami niedozwolonymi. Jako zawodnik z czołówki jest bowiem regularnie kontrolowany.
30 sierpnia to dzień, kiedy magister politologii Uniwersytetu im. Kardynała Wyszyńskiego, kończy 27 lat. Dwa tygodnie wcześniej sprawił sobie prezent doskonały. Głośno o tym nie mówił, bo nie lubi zwracać na siebie uwagi. Nawet o swojej ukochanej kuli powiedział dziennikarzom: - Panowie, spokojnie, to jest najmniej popularna konkurencja lekkoatletyczna.
- Co niby się stało, skrzydła mi urosły? – mówił po zdobyciu złota Majewski. - Wziąłem kulę do ręki, wszedłem lewą nogą, walnąłem górą i wyszło. Jak zobaczyłem na półmetku, że towarzystwu dalej nie idzie, no to mówię sobie bierz się do roboty!
Skąd się biorą mistrzowie? Majewski, obywatel świata, urodził się w Nasielsku, a mieszka we wsi Słończewo w powiecie Pułtuskim. Liczba ludności – 190. To nawet mniej niż centymetrów mierzy Tomasz. Wyrósł jak koszykarz – 206 centymetrów od ziemi.
Jeszcze przed igrzyskami, Majewski udzielił wywiadu dla „Dziennika”. Tam odkrył tajemnicę swojego sukcesu i w ogóle stylu życia kulomiotów. Najważniejszy jest „złoty środek”.
„Po zawodach się spotykamy, idziemy na piwo, bawimy się. Nie jesteśmy sprinterami. Nam alkohol nie przeszkadza w utrzymaniu formy. To nie jest tak jak w biegach, gdzie boisz się wypić jedno piwo, bo następnego dnia na zawodach będziesz mieć problem. Nie musimy jeść jajek ani pochłaniać kilogramów odżywek jak kulturyści. Nie musimy codziennie rano wstawać i robić przysiadów w pidżamie. Takie poświęcanie się dla swojej dyscypliny to paranoja. Chcę trenować, ale i robić to, na co mam ochotę, żyć jak normalny człowiek. Wahania formy spowodowane wieczornym wypadem do baru są minimalne. Swoje i tak rzucisz. Ascetą nie jestem. Gdybym miał przez cały czas tylko trenować, to bym nie wytrzymał” – mówił „Dziennikowi” późniejszy mistrz z Pekinu.
Dlatego też lubi czasem wtrąbić kebaba lub pizzę. Jego organizm może przyjąć praktycznie wszystko, poza… środkami niedozwolonymi. Jako zawodnik z czołówki jest bowiem regularnie kontrolowany.
30 sierpnia to dzień, kiedy magister politologii Uniwersytetu im. Kardynała Wyszyńskiego, kończy 27 lat. Dwa tygodnie wcześniej sprawił sobie prezent doskonały. Głośno o tym nie mówił, bo nie lubi zwracać na siebie uwagi. Nawet o swojej ukochanej kuli powiedział dziennikarzom: - Panowie, spokojnie, to jest najmniej popularna konkurencja lekkoatletyczna.
Komentarze
;-)
29 sierpnia 2008
13:36:53
29 sierpnia 2008
13:36:53
Jak to mówił Andrzej Niemczyk: "Nie można przestać pić!"
fan siatkarek
29 sierpnia 2008
19:58:23
29 sierpnia 2008
19:58:23
Niemczyk ponoć zapił raka xD
Kibic
18 stycznia 2010
17:44:44
18 stycznia 2010
17:44:44
Tomek, czekamy na dalsze, udane występy olbrzymie !
Dodaj komentarz
Rozrywka
Bejbis
17-letnia Shirley marzy o studiach. W tym celu dorabia jako opiekunka do dziecka. Zauroczona ojcem jej podopiecznego ulega mu, nawiązują...
Imprezy
Limitowana edycja Bombay Sapphire
Gin Bombay Sapphire świętuje 250 rocznicę utworzenia receptury, według której wytwarzany jest od 1761 roku. Aby uczcić ten niezwykły...


