Dzisiaj jest 4 lutego 2012

Imieniny obchodzą: Andrzej, Gilbert, Jan, Joanna,...

szukanie zaawansowane
szukanie szybkie

Artykuły

Olimpijskie jaja

11 sierpnia 2008,   Karbowski Miłosz

  Oceń
„Jeśli zwyciężysz w wyścigu oddam ci córkę, jeśli nie - zabiję cię dzidą” – miał rzec król Oinomaos do Pelopsa. Podczas zmagań rydwanów śmierć dosięgła, ale samego władcę. Pelops pojął za żonę Hipodameję, a na pogrzebie teścia wyprawił pierwsze w historii igrzyska...
To tylko starożytna, grecka legenda. Zdziwicie się jednak, że wiele wieków później, na współczesnych olimpiadach wciąż działy się rzeczy, które się filozofom nie śniły.

Na przełomie 19-ego i 20-ego stulecia w Paryżu jedną z konkurencji stanowiło pływanie na 200 metrów z przeszkodami. Inną – pływanie podwodne. Francuzi Devendeville i Six pokonali całą odległość, czyli 60 metrów! W nagrodę dostali grzebienie, portmonetki i parasole – tak honorowano zwycięzców tej olimpiady. Wodne konkurencje generalnie obfitowały w kurioza. W 1904 roku w Saint Louis wspaniały wynik w jednej z nich – 19,05 metra - uzyskał Amerykanin Dickey. Zachodzicie w głowę o co chodzi? Otóż skakał do wody, tyle że na odległość! Co się jednak dziwić skoro w Saint Louis w programie znalazły się także walki w błocie, (nie pań, nie pań...) i wspinanie na słup.

W wodzie narodził się jeden z pierwszych, olimpijskich bohaterów. W 1896 roku, podczas inauguracyjnych nowożytnych igrzysk w Atenach, zawody pływackie odbyły się na… otwartym morzu. Uczestników wyścigu na 1200 metrów odprawiono łodziami i stateczkami na taką właśnie odległość od brzegu. Tam wyskoczyli zmagać się z zimnem i czterometrowymi falami. Węgier Alfred Hajos miał pecha, bo znalazł się w ostatniej łódce i trafił do wody, gdy inni już płynęli. Rozpoczął szaloną pogoń zakończoną sukcesem, bo to on pierwszy postawił stopę na suchym lądzie.

Herosi. Oni sprawiają, że igrzyska zostają na długo w pamięci. Taki Carl Lewis albo nasza Otylia Jędrzejczak. Jednym z ich pierwowzorów był włoski kolarz Attillo Pavesi. W Los Angeles, w 1932 roku, na trasę wyścigu indywidualnego na sto kilometrów wyruszył jak na piknik. Do kierownicy przymocował garnek z zupą i pojemnik z wodą. Do ramion przytwierdził przypominającą gigantyczny ślimak torbę. W nią dzielny makaroniarz zapakował tuzin bananów, słodkie bułki z rodzynkami, kanapkami oraz… spaghetti. Na szyi – to już drobiazg – zawiesił dwie zapasowe dętki. Jakież było zdziwienie kibiców, gdy tak obładowany Pavesi jako pierwszy wpadł na metę!


Komentarze

Jakuza
12 sierpnia 2008
21:11:18

hehhehe dobre :D:D ej mam pytanie dlaczego jest zastoj w drinkach ? biały rosjanin mi sie już znudził ;p


Oinomaos
18 stycznia 2010
17:44:04

No, a teraz zimowe w Vancuver :)


Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Rozrywka

Bejbis

17-letnia Shirley marzy o studiach. W tym celu dorabia jako opiekunka do dziecka. Zauroczona ojcem jej podopiecznego ulega mu, nawiązują...

Imprezy

Limitowana edycja Bombay Sapphire

Gin Bombay Sapphire świętuje 250 rocznicę utworzenia receptury, według której wytwarzany jest od 1761 roku. Aby uczcić ten niezwykły...

SQA.pl - Męskie strony Internetu

© 2007-2012 Grupa SQA.pl. Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów.
Schoenen Winkel serp monitor bestellen online schoenen