Artykuły
Olimpijskie jaja
11 sierpnia 2008, Karbowski Miłosz
„Jeśli zwyciężysz w wyścigu oddam ci córkę, jeśli nie - zabiję cię dzidą” – miał rzec król Oinomaos do Pelopsa. Podczas zmagań rydwanów śmierć dosięgła, ale samego władcę. Pelops pojął za żonę Hipodameję, a na pogrzebie teścia wyprawił pierwsze w historii igrzyska...To tylko starożytna, grecka legenda. Zdziwicie się jednak, że wiele wieków później, na współczesnych olimpiadach wciąż działy się rzeczy, które się filozofom nie śniły.
Na przełomie 19-ego i 20-ego stulecia w Paryżu jedną z konkurencji stanowiło pływanie na 200 metrów z przeszkodami. Inną – pływanie podwodne. Francuzi Devendeville i Six pokonali całą odległość, czyli 60 metrów! W nagrodę dostali grzebienie, portmonetki i parasole – tak honorowano zwycięzców tej olimpiady. Wodne konkurencje generalnie obfitowały w kurioza. W 1904 roku w Saint Louis wspaniały wynik w jednej z nich – 19,05 metra - uzyskał Amerykanin Dickey. Zachodzicie w głowę o co chodzi? Otóż skakał do wody, tyle że na odległość! Co się jednak dziwić skoro w Saint Louis w programie znalazły się także walki w błocie, (nie pań, nie pań...) i wspinanie na słup.
W wodzie narodził się jeden z pierwszych, olimpijskich bohaterów. W 1896 roku, podczas inauguracyjnych nowożytnych igrzysk w Atenach, zawody pływackie odbyły się na… otwartym morzu. Uczestników wyścigu na 1200 metrów odprawiono łodziami i stateczkami na taką właśnie odległość od brzegu. Tam wyskoczyli zmagać się z zimnem i czterometrowymi falami. Węgier Alfred Hajos miał pecha, bo znalazł się w ostatniej łódce i trafił do wody, gdy inni już płynęli. Rozpoczął szaloną pogoń zakończoną sukcesem, bo to on pierwszy postawił stopę na suchym lądzie.
Herosi. Oni sprawiają, że igrzyska zostają na długo w pamięci. Taki Carl Lewis albo nasza Otylia Jędrzejczak. Jednym z ich pierwowzorów był włoski kolarz Attillo Pavesi. W Los Angeles, w 1932 roku, na trasę wyścigu indywidualnego na sto kilometrów wyruszył jak na piknik. Do kierownicy przymocował garnek z zupą i pojemnik z wodą. Do ramion przytwierdził przypominającą gigantyczny ślimak torbę. W nią dzielny makaroniarz zapakował tuzin bananów, słodkie bułki z rodzynkami, kanapkami oraz… spaghetti. Na szyi – to już drobiazg – zawiesił dwie zapasowe dętki. Jakież było zdziwienie kibiców, gdy tak obładowany Pavesi jako pierwszy wpadł na metę!
Na przełomie 19-ego i 20-ego stulecia w Paryżu jedną z konkurencji stanowiło pływanie na 200 metrów z przeszkodami. Inną – pływanie podwodne. Francuzi Devendeville i Six pokonali całą odległość, czyli 60 metrów! W nagrodę dostali grzebienie, portmonetki i parasole – tak honorowano zwycięzców tej olimpiady. Wodne konkurencje generalnie obfitowały w kurioza. W 1904 roku w Saint Louis wspaniały wynik w jednej z nich – 19,05 metra - uzyskał Amerykanin Dickey. Zachodzicie w głowę o co chodzi? Otóż skakał do wody, tyle że na odległość! Co się jednak dziwić skoro w Saint Louis w programie znalazły się także walki w błocie, (nie pań, nie pań...) i wspinanie na słup.
W wodzie narodził się jeden z pierwszych, olimpijskich bohaterów. W 1896 roku, podczas inauguracyjnych nowożytnych igrzysk w Atenach, zawody pływackie odbyły się na… otwartym morzu. Uczestników wyścigu na 1200 metrów odprawiono łodziami i stateczkami na taką właśnie odległość od brzegu. Tam wyskoczyli zmagać się z zimnem i czterometrowymi falami. Węgier Alfred Hajos miał pecha, bo znalazł się w ostatniej łódce i trafił do wody, gdy inni już płynęli. Rozpoczął szaloną pogoń zakończoną sukcesem, bo to on pierwszy postawił stopę na suchym lądzie.
Herosi. Oni sprawiają, że igrzyska zostają na długo w pamięci. Taki Carl Lewis albo nasza Otylia Jędrzejczak. Jednym z ich pierwowzorów był włoski kolarz Attillo Pavesi. W Los Angeles, w 1932 roku, na trasę wyścigu indywidualnego na sto kilometrów wyruszył jak na piknik. Do kierownicy przymocował garnek z zupą i pojemnik z wodą. Do ramion przytwierdził przypominającą gigantyczny ślimak torbę. W nią dzielny makaroniarz zapakował tuzin bananów, słodkie bułki z rodzynkami, kanapkami oraz… spaghetti. Na szyi – to już drobiazg – zawiesił dwie zapasowe dętki. Jakież było zdziwienie kibiców, gdy tak obładowany Pavesi jako pierwszy wpadł na metę!
Komentarze
Jakuza
12 sierpnia 2008
21:11:18
12 sierpnia 2008
21:11:18
hehhehe dobre :D:D ej mam pytanie dlaczego jest zastoj w drinkach ? biały rosjanin mi sie już znudził ;p
Oinomaos
18 stycznia 2010
17:44:04
18 stycznia 2010
17:44:04
No, a teraz zimowe w Vancuver :)
Dodaj komentarz
Rozrywka
Pora umierać
Oto już jesień i pora umierać...
Dorota Kędzierzawska po raz kolejny pokazuje nam swoją wyjątkowość. Na jej...
Imprezy
LIKIER GALLIANO
Galliano to włoski likier ziołowo-korzenny, którego recepture stworzył Arturo Vaccari, a swój produkt nazwał na cześć majora Giuseppe...


