Dzisiaj jest 10 września 2010

Imieniny obchodzą: Aldona, Łukasz, Mikołaj, Mścibor,...

szukanie zaawansowane
szukanie szybkie

Artykuły

Olimpijskie jaja

11 sierpnia 2008,   Karbowski Miłosz

  Oceń
„Jeśli zwyciężysz w wyścigu oddam ci córkę, jeśli nie - zabiję cię dzidą” – miał rzec król Oinomaos do Pelopsa. Podczas zmagań rydwanów śmierć dosięgła, ale samego władcę. Pelops pojął za żonę Hipodameję, a na pogrzebie teścia wyprawił pierwsze w historii igrzyska...
To tylko starożytna, grecka legenda. Zdziwicie się jednak, że wiele wieków później, na współczesnych olimpiadach wciąż działy się rzeczy, które się filozofom nie śniły.

Na przełomie 19-ego i 20-ego stulecia w Paryżu jedną z konkurencji stanowiło pływanie na 200 metrów z przeszkodami. Inną – pływanie podwodne. Francuzi Devendeville i Six pokonali całą odległość, czyli 60 metrów! W nagrodę dostali grzebienie, portmonetki i parasole – tak honorowano zwycięzców tej olimpiady. Wodne konkurencje generalnie obfitowały w kurioza. W 1904 roku w Saint Louis wspaniały wynik w jednej z nich – 19,05 metra - uzyskał Amerykanin Dickey. Zachodzicie w głowę o co chodzi? Otóż skakał do wody, tyle że na odległość! Co się jednak dziwić skoro w Saint Louis w programie znalazły się także walki w błocie, (nie pań, nie pań...) i wspinanie na słup.

W wodzie narodził się jeden z pierwszych, olimpijskich bohaterów. W 1896 roku, podczas inauguracyjnych nowożytnych igrzysk w Atenach, zawody pływackie odbyły się na… otwartym morzu. Uczestników wyścigu na 1200 metrów odprawiono łodziami i stateczkami na taką właśnie odległość od brzegu. Tam wyskoczyli zmagać się z zimnem i czterometrowymi falami. Węgier Alfred Hajos miał pecha, bo znalazł się w ostatniej łódce i trafił do wody, gdy inni już płynęli. Rozpoczął szaloną pogoń zakończoną sukcesem, bo to on pierwszy postawił stopę na suchym lądzie.

Herosi. Oni sprawiają, że igrzyska zostają na długo w pamięci. Taki Carl Lewis albo nasza Otylia Jędrzejczak. Jednym z ich pierwowzorów był włoski kolarz Attillo Pavesi. W Los Angeles, w 1932 roku, na trasę wyścigu indywidualnego na sto kilometrów wyruszył jak na piknik. Do kierownicy przymocował garnek z zupą i pojemnik z wodą. Do ramion przytwierdził przypominającą gigantyczny ślimak torbę. W nią dzielny makaroniarz zapakował tuzin bananów, słodkie bułki z rodzynkami, kanapkami oraz… spaghetti. Na szyi – to już drobiazg – zawiesił dwie zapasowe dętki. Jakież było zdziwienie kibiców, gdy tak obładowany Pavesi jako pierwszy wpadł na metę!


Komentarze

Jakuza
12 sierpnia 2008
21:11:18

hehhehe dobre :D:D ej mam pytanie dlaczego jest zastoj w drinkach ? biały rosjanin mi sie już znudził ;p


Oinomaos
18 stycznia 2010
17:44:04

No, a teraz zimowe w Vancuver :)


Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Rozrywka

Pora umierać

Oto już jesień i pora umierać...

Dorota Kędzierzawska po raz kolejny pokazuje nam swoją wyjątkowość. Na jej...

Imprezy

LIKIER GALLIANO

Galliano to włoski likier ziołowo-korzenny, którego recepture stworzył Arturo Vaccari, a swój produkt nazwał na cześć majora Giuseppe...

SQA.pl - Męskie strony Internetu

© 2007-2010 Grupa SQA.pl. Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów.
Schoenen Winkel koop en vergelijk online bestellen online