Dzisiaj jest 3 września 2010

Imieniny obchodzą: Antoni, Bartłomiej, Bazylissa,...

szukanie zaawansowane
szukanie szybkie

Artykuły

Karykatura Szwarzeneggera straszy w Międzyzdrojach

2 września 2008,   vincent

  Oceń
Jeśli twój znajomy dotychczas ważył 60 kilo (i to po dwudaniowym obiedzie), a teraz przypomina bardziej Pudziana, chodzi w podkoszulku i prezentuje wszem i wobec bicepsy, choć nigdy wcześniej nie ćwiczył, możesz mieć pewność, że trafiłeś na sezonowca.
Osobnicy ci, gdzieś w okolicach maja przypominają sobie, że sierpień spędzą na polskich plażach i wypadałoby się na nich pokazać z dobrej, czyli umięśnionej strony. Zwykle jednak wiosną jedyny mięsień u nich widoczny, to mięsień piwny – efekt zimowo-noworocznych „melanży”. Ogarnia ich więc namiętna myśl, przechodząca w pewność, że czas zacząć ćwiczyć. Ta myśl jednak mija po około tygodniu przerzucania żelaza na siłowni. Bo oto okazuje się, że wszyscy wokół są silniejsi i umięśnieni. Wniosek jest jeden – pomóc może tylko koks, bez tego nie zdąży się z mięśniami na plażę.
– Sezonowcy to najgorszy z możliwych rodzajów biorących sterydy. Wrzucają wszystko, co im wpadnie pod rękę, puchną, a po sezonie wracają do stanu sprzed lata. O skutkach ubocznych nawet nie ma co mówić – uważa Tomek, który z niejednego sterydowego pieca chleb jadł, a i trochę tego „chleba” sprzedał.
- Przychodzą wszyscy na raz na wiosnę. Przez co tworzą się zatory i problemy na siłowni. Trzeba czekać, aż zwolni się miejsce na ławce albo maszynie – irytuje się Marek. – W dodatku zadają setki bezsensownych pytań, ty się męczysz pomagając im, w końcu każdy kiedyś zaczynał, a taki powie ci na końcu, że i tak się nie znasz.
- Weźmie taki trochę „metki”, poszerzy się nieco i już zachowuje się na siłce, jakby świat do niego należał. Jeszcze niedawno krył się taki suchar ze wstydu za najdalszym atlasem, teraz lata bez koszulki i ani myśli zejść ci z drogi, choć ćwiczysz tu „od zawsze”. I jak tu takiego nie skarcić? – dokładnie co roku tak samo denerwuje się Stefan.
Dla sezonowca liczy się tylko efekt, więc nie przebiera w środkach, kupuje zwykle najtańszy, osławiony metanabol. - Osławiony, bo organizm puchnie po nim, jak pączek, podobnie jednak zachowuje się wątroba. Co gorsza, w Polsce pełno jest podróbek, leków niewiadomego pochodzenia tzw. underów, robionych gdzieś w garażu pod Żyrardowem. Taki towar najczęściej trafia właśnie do sezonowców. Gdy widzę, jak oni robią sobie „strzały” z omnadrenu, to aż się czasem dziwię, że jeszcze chodzą. Wielu z nich nie ma pojęcia jak robić iniekcję i że przy tym może nie dość, że złapać zakażenie, to jeszcze „strzelić” sobie w nerw, co w najlepszym wypadku skończy się poważną kontuzją. „Zawodowcy” ściągają towar z Anglii – jest czysty i robią go najlepsze greckie czy chińskie firmy. Są zdrowsze, a ich efekty lepsze – uważa Tomek.

„Koksy” stare jak świat
- Temat odżywek, suplementów, zarówno tych dozwolonych, ogólnodostępnych jak i środków medycznych przepisywanych na receptę, a stosowanych w celach innych niż wskazanie lekarskie, czyli tzw. środków anabolicznych, zwanych popularnie „anabolikami” lub „sterydami” jest bardzo stary. Tak stary jak stare są kluby sportowe, siłownie i chęć rywalizacji i zdobycia pożądanych wyników w możliwie krótkim czasie – uważa dr Paweł Rajewski, z Oddziału Chorób Wewnętrznych i Nefrologii Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy. - Szczególnie w sezonie letnim, a w zasadzie już od późnej wiosny, ten negatywny trend ulega nasileniu, a spowodowane jest to głównie zbliżającymi się wakacjami i chęcią jak najlepszego zaprezentowania swojej muskulatury, nierzadko karykaturalnej, przesadnie „napompowanej”, na rodzimych plażach i kąpieliskach.
- Powiedzmy, że bierzesz primobolan, decadurabolin czy tam metanabol choćby przez dwa miesiące. Przez ten czas twój organizm jest totalnie zablokowany, żeby wrócił do stanu sprzed cyklu, potrzeba minimum 3 miesięcy. Na koniec trzeba zrobić tzw. „odblok” i pobudzić pracę jąder i przysadki mózgowej. Niestety, sezonowcy w ogóle nie mają o tym pojęcia, wstrzykują sobie „teścia” i cieszą się, że mają siłę i puchną. Długo tak nie pociągną – uważa Tomek.
- Potwierdza to inny bywalec siłowni. - Mam znajomego, który wyciska na klatę 220 kilo. Ale w piłkę nożną już z nim nie pogram, bo jego serce jest tak przeciążone, że mogłoby tego nie wytrzymać – mówi Bartek.

12

Komentarze

wube
6 września 2008
23:50:46

przykra to sprawa jak młodzież się okalecza ... osobiście wolę zlac się potem biegając za piłką albo po prostu biegając ... mam akurat siłownie pod blokiem i wiem o czym piszesz :-) z przykrością obserwuję szybkie zmiany wśród mieszkańców, szczególnie w okresie Lipca ...
pozdrawiam


Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Rozrywka

Pora umierać

Oto już jesień i pora umierać...

Dorota Kędzierzawska po raz kolejny pokazuje nam swoją wyjątkowość. Na jej...

Imprezy

LIKIER GALLIANO

Galliano to włoski likier ziołowo-korzenny, którego recepture stworzył Arturo Vaccari, a swój produkt nazwał na cześć majora Giuseppe...

SQA.pl - Męskie strony Internetu

© 2007-2010 Grupa SQA.pl. Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów.
Schoenen Winkel koop en vergelijk online bestellen online