Artykuły
Pajac, błazen? Po prostu skuteczny gracz!
13 września 2008, vincent
Marzysz o karierze polityka? Jesteś inteligentny, pracowity, angażujesz się w to co robisz całym sobą. W dodatku masz odpowiednie kwalifikacje i niezbędna wiedzę do tego, aby podążać jej ścieżkami? Musimy cię rozczarować, z takim podejściem daleko nie zajedziesz.Stań się kibicem. Nie ważne czego, ważne, żeby był to klub z kibicami. To nie żart, chyba nie myślisz, że politycy zasiadający na trybunach przyszli dopingować sportowców? Jeśli będziesz w tym dobry, nawet ministerialny stołek nie będzie dla ciebie problemem. Nie wierzysz? Czy w jakimś kraju poza Polską pseudokibic jadący na mecz ze znienawidzoną drużyną w towarzystwie szczerbatych pijanych kiboli i tak uwieczniony przez prasę zostałby ministrem? A u nas owszem, taki Rafał Wiechecki z Widzewa Łódź (albo Ligi Polskich Rodzin) dbał o naszą gospodarkę morską. Na szczęście dla nas dość krótko, ale to nie znaczy, że ty musisz skończyć podobnie. Na kibicowaniu zyskujesz tylko punkty. Boisz się, że będą cię identyfikować z boiskową chuliganerią? Nie szkodzi. Wystarczy, że kilka razy wspomnisz, że akcja policji (której nie lubi nikt) była w stosunku do „swoich” zbyt brutalna, a ty widziałeś zaczepki kibiców przyjezdnych, by zyskać dozgonną sympatię miejscowych bojówek. A bywa, że liczą po kilka tysięcy głów. Tyle głosów w wyborach lokalnych, nawet w największym mieście wystarcza, żeby zostać miejskim radnym, a przy dobrych wiatrach, nawet posłem.
Jeśli jesteś już trochę znany, czas przejąć inicjatywę. Zgłoś jakiś niezwykle głupi, ale nośny temat. W Krakowie może być to przeniesienie stolicy pod Wawel. W Warszawie – budowa naziemnego metra. W Zielonej Górze czy Toruniu – wystąp z żądaniem przeniesienia stolicy województw do tych miast. Ważne, żeby pomysł był atrakcyjny dla możliwie sporej, ale co najważniejsze aktywnej części lokalnej społeczności. Koniecznie załóż stowarzyszenie, które będzie cię w realizacji tego niemożliwego do realizacji pomysłu wspierać. Ważne, żebyś zyskał miano „walczaka”, lokalnego patrioty, który dla swojego miasta i pobratymców zrobi wszystko. Jeśli ci się uda przypiąć sobie taką łatkę, jesteś wygrany. Każdy obywatel chce, żeby jego interesy były pilnowanie w Warszawie przez osobę, która w walce o swoje jest nie do powstrzymania. Wtedy też staniesz się atrakcyjnym towarem dla każdego dziennikarza i to nie tylko ze swojego regionu. Zawsze bowiem, kiedy na arenie ogólnopolskiej stanie temat twojego miasta, ty pierwszy będziesz przychodził im na myśl, gdy zapragną fachowego komentarza.
- Dziennikarze polityczni potrzebują takich łatek, aby wykonywać swoją pracę. Można powiedzieć, że dzięki tym łatkom maja dostęp do swoistego hipermarketu, gdzie łatka to nazwa półki na której są poukładani politycy. Masz materiał w głowie idziesz i wrzucasz do koszyka tych, którzy do jego ilustracji są potrzebni. Odpowiedni wizerunek polityka to szansa na zainteresowanie mediów. Wiadomo, że w restauracjach z logo McDonald’s hamburgery na całym świecie smakują tak samo. Podobnie dziennikarz wie, że jeśli poprosi o wypowiedź odpowiedniego polityka to może liczyć smakowity kąsek w postaci lapidarnej pointy lub jakiejś kontrowersji. Takie smaczki są niezwykle cenne i to właśnie one są prezentowane w zajawkach serwisów informacyjnych. Im mniejsza liczba polityków z tą samą łatką, tym bardziej są oni cenni, zarazem jest to miarą sukcesu polityka dbającego o swój wizerunek – twierdzi Marcin Habel.
Uwaga na rafy
W Polsce jednak nie wszystkie chwyty są dozwolone. Taki Rocco Buttiglione, unijny komisarz, wierzący głęboko katolik, gdy tylko powiedział, że homoseksualizm jest grzechem, a rodzinę zakłada się po to, by mieć dzieci, stał się dla politycznie poprawnej Europy persona non grata. W rankingach jednak zyskał, a o ewentualne przyszłe wybory może być spokojny. Niestety, w Polsce takie poglądy ma 80 procent polityków i z 90 procent społeczeństwa, ciężko się jest wybić ponad przeciętność. Zwłaszcza, że homofobią grają od dawna skutecznie takie tuzy sceny politycznej jak Wojciech Wierzejski i Roman Giertych. Choćbyś nie wiem, jak się starał, ich ciężko ci będzie przebić.
Z kogo czerpać wzorce?
Janusz Palikot! Co z tego, że sprawia wrażenie delikatnie ujmując rozchwianego emocjonalnie. Każda jego konferencja prasowa to samodzielne show, które przyciąga wszystkie liczące się redakcje. I to mimo tego, że poseł Palikot zajmuje dość marginalną pozycję szefa jednego z zespołów do spraw likwidowania administracyjnych głupot. Jeśli PO cię zraża, weź przykład z lewicy. Mimo, że zwykle nudna, ma również w swoich szeregach osoby, które wiedzą, jak się sprzedać. Taki minister Grzegorz Kołodko. Nikt już nie pamięta, co robił i jakie były jego decyzje, ale konferencję prasową na której powoli kroił okrągły chleb, pokazując ile z naszej pensji zabierają poszczególne podatki, przeszła już do klasyki tego typu wydarzeń.
Ważne jednak, żebyś to co robisz, robił z pompą. Polityków pracusiów nikt nie kojarzy, ty zapewne też. Dlaczego? Bo są nudni. A telewizja, radio i prasa dla nudziarzy czasu nie ma. Dla kogo ma? Choćby dla takiego Jacka Kurskiego, zwanego bulterierem braci Kaczyńskich. Nie zaproponował niczego konstruktywnego, za to w destrukcji jest bogiem wojny. A taki Stefan Niesiołowski? To Jacek Kurski Platformy Obywatelskiej. Ciebie też muszą zapamiętać, bo jak mawiał nasz znamienity pisarz Zbigniew Herbert - „aby dojść do źródeł, trzeba płynąć pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci”. I choć miał na myśli zapewne coś zupełnie innego niż my, to maksyma ta idealnie pasuje do naszych poczynań. Dla nas źródłem, do którego dotrzemy, będą władza i pieniądze.
Komentarze
20 września 2008
14:19:03
Niestety, ale poniekąd to my, wyborcy, jesteśmy odpowiedzialni za coraz niższy poziom prezentowany przez tzw. elity polityczne. A że również poziom prezentowany przez społeczeństwo stopniowo się obniża, to w systemie demokratycznym nadal przez media będą dostrzegalne tylko kontrowersyjne postawy wśród polityków. Churchill powiedział kiedyś, że "demokracja to bardzo zły system polityczny, ale lepszego jeszcze nie wymyślono". Jednak w II RP waga głosów wyborcy zależała od wielu czynników m. in. wykształcenia, pochodzenia. Dziś takie pomysły uznano by za zamach na demokrację, ale może jednak jest to jakiś sposób na utemperowanie pomysłów niektórych młodych działaczy partyjnych?
4 października 2008
12:00:54
zgadzam się z przedmówcą, „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. A więc chcąc nie chcąc na wybory Panowie i bez żadnych grymasów, że tacy głupole pchają się do władzy głosować, głosować i jeszcze raz głosować - mamy demokrację więc do urn tak żeby próg wyborczy był 96% a frekwencja wyborcza 100%. I niech mi nikt nie mówi że jest źle a w dniu wyborów siedzi w domu, albo babci zabiera dowód osobisty :) Tylko starsza część społeczeństwa jest nauczona przez lata komuny że na wybory trzeba chodzić, bądź też spragniona jest prawa do głosu - mówię tu o tzw. starej inteligencji, która przez wiele lat prawa do głosu nie miała i teraz szanuje to prawo. Dla mnie osobiście nie ważne jest kto wygra wybory, ale co po nich zrobi, czy znów będzie mówił o aborcji i tępieniu pedarastów? - to już dawno powinno być załatwione. Czy też weźmie się za PR Naszego Kraju i niepozwoli, żeby w wiadomościach podawano namiary na pozycję stacjonowania naszych jednostek w Iraku, czy tez Afganistanie. Ciekawym przykładem dla nas powinna być nie Irlandia, Japonia tylko Polska naszych Przodków - gdzie nie było domów dziecka, domów starca - rodziny o to dbały. W Grecji wstydem jest żeby ktoś był pijany na ulicy (chociaż piją dużo ale się nie upijają), w Polsce nie pić to jak choroba. Ok koniec narzekania do roboty Panowie!!!!
Dodaj komentarz
Starsze artykuły
Rozrywka
Bejbis
17-letnia Shirley marzy o studiach. W tym celu dorabia jako opiekunka do dziecka. Zauroczona ojcem jej podopiecznego ulega mu, nawiązują...
Imprezy
Limitowana edycja Bombay Sapphire
Gin Bombay Sapphire świętuje 250 rocznicę utworzenia receptury, według której wytwarzany jest od 1761 roku. Aby uczcić ten niezwykły...


